Polityka wykorzystywania plików Cookies:
Informujemy, iż strona wykorzystuje pliki cookies w celach tworzenia statystyk i informacyjnych. Cookies nie są szkodliwe dla komputera ani dla użytkownika i jego danych. Zawartość plików cookies nie pozwala na identyfikację użytkownika. Za pomocą plików cookies nie są przetwarzane lub przechowywane dane osobowe. Korzystanie z cookies jest możliwe poprzez ich akceptację przez przeglądarkę i nie usuwanie ich z dysku. Można zablokować pliki cookies poprzez zmianę ustawień domyślnych swojej przeglądarki, pozostawienie ustawień domyślnych, powoduje, wyrażenie zgody użytkownika do stosowania plików cookies.

Archiwum

Agnieszka Ptaszyńska

Proza kolei transamerykańskiej i pana Paula z Bostonu

Paul Theroux „Stary ekspres patagoński. Pociągiem przez Ameryki” Wydawnictwo Czarne Wołowiec 2012
Biorąc do ręki książkę Paula Theroux „Stary ekspres patagoński. Pociągiem przez Ameryki”, wiedziałam o niej tyle, że jest wynikiem podróży, jaką autor odbył z Bostonu do Patagonii, i że gdzieś w okolicach 480. strony rozpoczyna się fragment, w którym opisuje swoje spotkanie z Jorge Luisem Borgesem. Wspólny wydawca umówił Paula z wielkim argentyńskim pisarzem w Buenos Aires i przez kilka następnych tygodni ten towarzyszył Borgesowi przy czytaniu i w rozmowach o literaturze. Rozdział o spotkaniu z jednym z najgenialniejszych umysłów zeszłego wieku pretendował do bycia wyjątkowym. I faktycznie. Był, zapewniam, najgorszy. Nie chcąc zniechęcać do Theroux, pozwalam sobie nie rozwijać wątku tych nudnych, na poziomie narracji prawie że wymienionych w punktach, opisów spotkań. Jeśli ktoś zamierza sięgnąć do książki po to, aby poczytać o Borgesie – szkoda czasu. Jeśli szuka dobrej prozy podróżniczej, to pozostałe rozdziały, te, w których autor rzeczywiście pisze o podróżowaniu, a nie o literaturze, są nieporównywalnie lepsze. Aby móc zaliczyć książkę do literatury podróżniczej, musi ona za swój przedmiot obrać opis danego rejonu albo uczynić swoim tematem podróż samą w sobie. Już we wstępie Theroux zaznacza, że podczas czytania opisów ekspedycji zawsze brakowało mu wyjaśnienia, jak au-tor się dostał w dane miejsce. Postawił sobie za cel „opisać podróż”. Kilka miesięcy spędzonych głównie w pociągach, od tych najwygodniejszych z Chicago do rozpadających się drewnianych wagonów z oknami bez szyb w Gwatemali. Czytając książkę, pokonywałam trasę z Krakowa do Poznani (...)

Aby wyświetlić pełny tekst musisz posiadać wykupiony dostęp do archiwum.

Tekst ukazał się w papierowym wydaniu Czasu Kultury na stronie: 138–140

Wersja do druku