Janek Kowalski - blog
dodano: 2010-02-08
Czterdzieści tysięcy malarzy nie może się mylić
W prozie i poezji na początku roku posucha. Zaglądam do przysypanej śniegiem redakcji, ale listonosz nie przynosi ostatnio nic godnego uwagi. Dlatego, choć nie znam się na sztuce współczesnej, postanowiłem zainteresować się intrygującym pakietem książek przysłanych z oficyny wydawniczej o porywającej nazwie 40000 malarzy.
Pomyślałem sobie, że tak wielu malarzy nie może się mylić! Z pewnością książki przez nich wydawane zawierają doniosłe dla polskiej sztuki i kultury treści. Wiem, że temat, który poruszam, jest drażliwy, wgłębianie się krytyczne w sztuki wizualne to zajęcie ryzykowne. Naśmiewanie się z nich to kopanie sobie intelektualnej mogiły. Wiadomo, jeśli pada na Ciebie cień podejrzenia, że nie wierzysz kuratorom z Zamku Ujazdowskiego, to po prostu znaczy, że jesteś bucem, hipochondrykiem, faszystą i gnidą. Sztuka współczesna posługuje się bowiem językiem bardzo hermetycznym, który na pierwszy rzut oka nieprzygotowanego odbiorcy, może nie wyróżniać się niczym szczególnym, nieuważny czytelnik nie dostrzeże od razu kryjącej się w tym języku przenikliwej głębi. Taka właśnie jest książka Jakuba Banasiaka „Zmęczeni rzeczywistością”.
Autor to jeden z najbardziej znanych i obiecujących krytyków młodego pokolenia, o ustalonej renomie, posiadacz własnego bloga i autor innej jeszcze książki pod zaskakująco podobnym tytułem „Rewolucjoniści są zmęczeni”. Intrygujące, że autor „Rewolucjonistów” wskazuje na „zmęczenie” jako główny motyw napędowy sztuki w naszym kraju. Zmęczeni są starzy rewolucjoniści i młodzi twórcy, a Banasiak owo zmęczenie twórczo nie tylko interpretuje, ale także cierpliwie się w nie wsłuchuje w serii wywiadów z kilkoma spośród wspomnianych czterdziestu tysięcy malarzy.
„Zmęczeni...” to książka fascynująca swoimi meandrycznymi zakolami intelektualnych wyziewów. Wydaje się nam, że oto jesteśmy na mieliźnie banału, że to płycizna, że znikąd nie wieje żaden wiaterek, a tu nie! Jesteśmy na głębi, prujemy przez wzburzone fale pośród burzy mózgów! Aż dech zapiera. Oto efektownie wyjęta z kontekstu próbka, która zachęci na pewno rzesze czytelników do wykupienia całego nakładu książki Banasiaka:
„Jakub Banasiak: Jedna z twoich najbardziej niezwykłych prac to film, na którym widać podziurawione drzwi. Czy mógłbyś o nim powiedzieć coś więcej?
Piotr Janas: ...Znaleźliśmy je z kolegą w kiblu, zwykłe drzwi pokryte boazerią, wyjęte z szafy. Należały do poprzedniego właściciela, który mieszkał tam, w tym maleńkim pomieszczeniu, z całą rodziną, miał chyba trójkę – a może dwójkę?- dzieci. Więc on wziął te drzwi, narysował kontur człowieka, siadał na kiblu i napierdalał w nie nożem, rozwalił je w drzazgi. Z całym tym anturażem, z tą kamienicą i, że tak powiem: „ludzkim wsadem” – robiło to wrażenie. Przynajmniej na początku.”
Na mnie też książka Jakuba Banasiaka zrobiła wrażenie. Przynajmniej na początku...
Autor to jeden z najbardziej znanych i obiecujących krytyków młodego pokolenia, o ustalonej renomie, posiadacz własnego bloga i autor innej jeszcze książki pod zaskakująco podobnym tytułem „Rewolucjoniści są zmęczeni”. Intrygujące, że autor „Rewolucjonistów” wskazuje na „zmęczenie” jako główny motyw napędowy sztuki w naszym kraju. Zmęczeni są starzy rewolucjoniści i młodzi twórcy, a Banasiak owo zmęczenie twórczo nie tylko interpretuje, ale także cierpliwie się w nie wsłuchuje w serii wywiadów z kilkoma spośród wspomnianych czterdziestu tysięcy malarzy.
„Zmęczeni...” to książka fascynująca swoimi meandrycznymi zakolami intelektualnych wyziewów. Wydaje się nam, że oto jesteśmy na mieliźnie banału, że to płycizna, że znikąd nie wieje żaden wiaterek, a tu nie! Jesteśmy na głębi, prujemy przez wzburzone fale pośród burzy mózgów! Aż dech zapiera. Oto efektownie wyjęta z kontekstu próbka, która zachęci na pewno rzesze czytelników do wykupienia całego nakładu książki Banasiaka:
„Jakub Banasiak: Jedna z twoich najbardziej niezwykłych prac to film, na którym widać podziurawione drzwi. Czy mógłbyś o nim powiedzieć coś więcej?
Piotr Janas: ...Znaleźliśmy je z kolegą w kiblu, zwykłe drzwi pokryte boazerią, wyjęte z szafy. Należały do poprzedniego właściciela, który mieszkał tam, w tym maleńkim pomieszczeniu, z całą rodziną, miał chyba trójkę – a może dwójkę?- dzieci. Więc on wziął te drzwi, narysował kontur człowieka, siadał na kiblu i napierdalał w nie nożem, rozwalił je w drzazgi. Z całym tym anturażem, z tą kamienicą i, że tak powiem: „ludzkim wsadem” – robiło to wrażenie. Przynajmniej na początku.”
Na mnie też książka Jakuba Banasiaka zrobiła wrażenie. Przynajmniej na początku...

Janek Kowalski - autor bloga

Nazywam się Janek Kowalski. Lubię jeździć na rowerze i czytać. Czasami odwiedzam redakcję „Czasu Kultury” i dostaję od redaktorów książki, które ludzie przysyłają z całej Polski. Zauważyłem, że z jakichś dziwnych powodów te powieści i tomiki poetyckie nigdy nie są recenzowane, nikt o nich nie pisze. A przecież ktoś, kto je wysyła, liczy na odzew, chce zostać zauważony.
Postanowiłem, że stworzę blog poświęcony takim właśnie publikacjom… Nie będę w nim dużo pisać. Chciałbym oddać głos poetom, pisarzom i krytykom, których głos nie brzmi wystarczająco donośnie. Bez wsłuchania się w jego często zaskakujące i ożywcze tony nasz obraz literatury polskiej początku XXI wieku jest żałośnie niepełny.

